sobota, 4 sierpnia 2018

MIŁOSĆ W CZASACH ZGŁADY - Hanni Munzer. Piekło jest puste. Wszyscy szatani są tutaj.




Tytuł: Miłość w czasach zagłady
Autor: Hanni Munzer
Tytuł oryginału: Honigtot
Data wydania: 30 marca 2016
ISBN: 9788365315267
Liczba stron: 488
Wydawnictwo: Insignis

Fabuła:

Jest rok 1923. Mąż operowej śpiewaczki Elizabeth Malpram niespodziewanie znika. Przyparta do muru kobieta, chcąc ratować dzieci wiąże się z Albrechtem Brunnmannem nie wiedząc, że zsyła na barki kulejącej rodziny pasmo nieszczęść. Albrecht to diabeł w skórze człowieka, członek SS z krwi i kości, który bez skrupułów rzuca cień na życie Elizabeth, jej córki Debory, jak również Felicity, która idąc śladem matki odkopuje bolesną i zatrważającą przeszłość swoich przodków.

Miłość w czasach zagłady to opowieść o trudnych wyborach i bolesnych konsekwencjach, które kładą cień na przyszłe pokolenie kobiet z krwi Elizabeth Malpram. To historia matki, która jest w stanie zrobić wszystko, aby uchronić swoje dzieci przed piekłem wojny i córki, która za wszelką cenę pragnie pomścić ojca.

Mój komentarz:

Hanni Munzer zadebiutowała w 2013 książką Rybacy dusz. Powieść, wydana w formie self-publishingu przetarła ścieżki dla wydanej w 2016 roku Miłości w czasach zagłady.

Miłość w czasach zagłady opisuje losy pokolenia kobiet rodziny Berschinger sięgające od lat 20 - tuż przed puczem monachijskim, gdzie Adolf Hitler zostaje skazany na pięć lat więzienia – do współczesności. Historię otwiera bardzo dokładny opis życia prababki FelicityElizabeth, uduchowionej artystki i śpiewaczki operowej ignorującej sprawy polityczne i cieszącej się spokojnym życiem u boku kochającego męża.

Niestety gwałtowny przewrót, kryzys gospodarczy i niespodziewany wynik wyborów, w których wygrywa Adolf Hitler z przekorą wcielający w życie wizję państwa nazistowskiego, rujnuje spokojne życie rodziny. Dlaczego?
Ponieważ doktor Bershinger – mąż Elizabeth – jest pół Żydem.

Kilka nieudanych prób wyjazdu z Niemiec poprzedza zaginięcie Gustava, a Elizabeth, która do tej pory zajmowała się sztuką na zmianę z wychowywaniem dzieci, musi wziąć na barki odpowiedzialność za rodzinę i jej bezpieczeństwo.
Bohaterka, aby uratować syna oraz córkę i zadbać o ich przyszłość wychodzi za mąż za Obersturmbannführera Albrechta Brunnmanna. Nie wie, że podpisuje pakt z diabłem, co brzmi trochę naiwnie jak na podstępne czasy, w których przyszło im żyć.
To właśnie ten moment piętnuje przyszłe pokolenie kobiet - brak odpowiednich wzorców miłości i partnerstwa, brak szacunku oraz akceptacji przez lata przewija się w życiu młodych dziewcząt i nie pozwala Deborze, Marcie, jak również Felicity stworzyć pięknej relacji między matką i córką.
Odnalezienie starych pamiętników babki to ogromny przełom, jak również moment oczyszczenia oraz szansa na przetarcie szlaków i odpowiedzenie sobie na kilka ważnych pytań.

Hanni Munzer bardzo sprawnie łączy fakty historyczne z fikcją literacką. Powieść podzielona jest na pięć części. Pierwsza z nich, poświęcona Elizabeth i Deborze przeplatana jest z drastycznymi opisami zmian, jakie zachodziły w Niemczech pod wodzą Adolfa Hitlera. Faszyzm rozprzestrzenia się jak choroba, w niewyjaśnionych okolicznościach znikają i giną opozycjoniści, eksterminacja Żydów to chleb powszedni. II wojna światowa wybucha jak rozżarzona raca i z każdą chwilą pochłania coraz więcej ludzkich istnień.

Wielowątkowość powieści nie pozwala się nudzić. Zmiany scenerii są szybkie i przemyślane – obejmują Monachium, Berlin, Szwajcarię oraz Kraków, gdzie kolejna z bohaterek – Deborah – poznaje od zaplecza funkcjonowanie ruchu oporu. Dzięki temu książkę można przeczytać jednym tchem. Szeroki zasięg pozwala nam obserwować zmiany zachodzące w całej Europie. Chociaż ważne wydarzenia historyczne w większości robią za tło dla przeżyć kobiet z rodziny Berschinger i tak wprawiają człowieka w osłupienie i zmuszają do głębokich refleksji.

Hanni Munzer stworzyła trochę naiwny świat, ale lekkość pióra wynagradza nam wszelkie niedogodności i jestem pewna, że każdy kto sięgnie po tę powieść po odwróceniu ostatniej kartki stwierdzi, że to była szalenie ubogacająca przygoda czytelnicza.

Podsumowując. Miłość w czasach zakłady to wielowątkowa opowieść o sile kobiet, o mrocznych, skrywanych przez lata tajemnicach, o wojennej traumie, o dotkliwych przeżyciach podczas wojny i sile miłości, która nawet ugaszona potrafi rozniecić płomień z najmniejszej iskry. 
Polecam!

9/10

Pozdrawiam,
MercyTe

piątek, 3 sierpnia 2018

TATUAŻYSTA Z AUSCHWITZ - Heather Morris. Miłość i człowieczeństwo.





Tytuł: Tatuażysta z Auschwitz
Autor: Heather Morris
Tytuł oryginału: The Tattooist of Auschwitz
Data wydania: 18 kwietnia 2018
ISBN: 9788365973313
Liczba stron: 320

Fabuła:
Oparta na faktach powieście na miarę Chłopca w pasiastej piżamie.

Lale Sokołow w 1942 roku trafia do Auschwitz. Zrządzenie losu i łut szczęścia pozwala mu na wykonywanie pracy tatuażysty, a sam bohater otrzymuje „przywileje”, które często ratują życie jemu i jego przyjaciołom.
Pewnego dnia, w kolejce po tatuaż ustawia się siedemnastoletnia, przerażona Gita. Chłopak zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia i robi wszystko, aby przetrwała trudy i cierpienia obozu.

Czy miłość stłumiona obozową rzeczywistością ma szansę na przetrwanie? Czy wśród salw strzałów i jęków konających ludzi może zrodzić się w człowieku coś więcej, niż chęć zemsty?

Mój komentarz:

Tatuażysta z Auschwitz to fabularyzowana opowieść Ludwiga Eisenberga. To książka, o której trudno pisać bez emocji. Tak naprawdę ciężko sklecić coś mądrego, aby jak najlepiej opisać tę historię w obliczu tak wielkiej tragedii i ogromu cierpienia. Czytanie jej było dla mnie trudnych przeżyciem i niejednokrotnie łapałam się na tym, że podświadomie często do tej historii wracam, a co najważniejsze, bardzo wpłynęła na mój ówczesny nastrój.

Z wielkim trudem przełknęłam tę opowieść i pewnie zużyłam kilka ponadprogramowych chusteczek. Taki ze mnie mały, cichy wrażliwiec.

Lale Sokołow to oczytany, znający wiele języków dwudziestosześciolatek, który wykazując się ponadprzeciętnym heroizmem ratuje swojego brata przed wywozem do obozu, zajmując jego miejsce w pociągu śmierci. Na miejscu charyzmatyczny, młody mężczyzna otrzymuje posadę tatuażysty i wszelkie przywileje Tatowierer, które często ratują skórę jemu, jak i przyjaciołom poznanym w obozie zagłady.

Lale to inspirująca postać. Jego człowieczeństwo i chęć życia napawa dumą i okrywa go chwałą – w tak trudnym położeniu ciężko o coś więcej, niż gniew i rezygnację, a on, nie dość, że sam stara się jak najlepiej odnaleźć w obozowej rzeczywistości to jeszcze pomaga i daje nadzieję innym. Intuicja i niebywała inteligencja pomagają mu w zdobywaniu sprzymierzeńców – ma ogromne szczęście, jeśli chodzi o ludzi. Schemat zależności utworzony przez Lalego poznajemy krok po kroku, kartka po kartce – to coś na wzór „przysługi za przysługę” - pozwala mu to na zakotwiczenie swojej pozycji i wykorzystywanie oprawców dla własnych celów. Jego odwaga jest niebywała, równie często jak pomaga, pakuje go w kłopoty, a bohater, mimo że został wrzucony w sam środek piekła, gdzie przeżyje ten, kto umie kombinować, nie zapomina o byciu człowiekiem.

Pewnego dnia na drodze Lalego staje Gita. Jest wrażliwa, przerażona i całkowicie skrada serce bohatera. Uczucie między dwojgiem młodych ludzi rozkwita w cieniu wojny, ludzkich tragedii i obozowego bestialstwa. Drastyczne sceny przeplatają się z niewinnymi opisami skradzionych przez młodych chwil. Autorka bardzo obrazowo przekonuje czytelnika, że w getcie może narodzić się coś więcej, niż tylko nienawiść.

Tatuażysta z Auschwitz to opowieść o dwójce ludzi, którym przyszło żyć w szczególnych czasach(...)”

To jedna z bardziej przejmujących, niezwykłych i wstrząsających historii o sile miłości, jakie dane mi było przeczytać – idealna dla tych, którzy chcą przybliżyć sobie temat życia w Auschwitz – autorka nie żałuje opisów na temat codzienności życia ograbionych z wolności ludzi.

Osobiście zdziwiłabym się, gdyby sama książka nie zmusiła mnie do refleksji. Chociaż słowo „zmusiła” to niezbyt dobre słowo. Cały proces był tak naturalny, że niemożliwością było nie dać się wciągnąć w ten skrupulatnie opisany świat.

Z praktycznych przymiotów trzeba przyznać, że przekaz autorki jest płynny, zrozumiały i wyrazisty. Heather Morris wrzuca nas na sam szczyt emocjonalnej drabiny. Głębia bestialstwa jest tak dosadnie opisana, że często musiałam robić przystanki, aby zapanować nad dreszczami. Autorka pokazała miłość, jako coś, co burzy fundamenty najtwardszego zła i na tym miejscu stawia nowe, lepsze. Wrażliwość i delikatność tego uczucia to ogromny kontrast wobec głodu, traumy i śmierci. Historia wgryza się w umysł i rozdrapuje rany.

Niestety gdzieś z tyłu głowy pozostała wielka gorycz i żal. Żal, że tak uwidocznione cierpienie setek tysięcy ludzi było ignorowane, a pomoc nadeszła dopiero w chwili, gdy wielu niewinnych straciło już życie.

Sam Lale przeżył, ale mam wrażenie, że tylko dzięki temu, że miał niebywałe szczęście do ludzi lub jego Anioł Stróż wykonał kawał dobrej roboty, abyśmy my, po latach mogli poznać niezwykłą historię żydowskiego tatuażysty.

8/10

Pozdrawiam,
MercyTe

piątek, 13 lipca 2018

CELA - Jonas Winner. Czytaj z zamkniętymi oczami.


Tytuł: Cela
Tytuł oryginalny: Die Zelle
Autor: Jonas Winner
ISBN: 978-83-62577-51-1
Wydawnictwo: Initium
Data wydania: 26 kwietnia 2017 rok
Liczba stron: 350

Fabuła:

Jedenastoletni Sammy, wraz z rodzicami, bratem i opiekunką przeprowadzają się do Berlina. Ich nowy dom to stara willa z czasów secesji, gdzie pod budynkami ciągną się schrony przeciwlotnicze. W jednym z ciemnych korytarzy Sammy dokonuje makabrycznego odkrycia. W celi, starannie wyłożonej gumową folią przetrzymywana jest dziewczynka. Przerażony i nieświadomy bohater oskarża o ten czyn swojego ojca i porusza lawinę zdarzeń, gdzie do samego końca nie wiadomo, co jest szaleństwem, a co rzeczywistością.

Mój komentarz:

W ostatnim czasie thrillery psychologiczne stały się jednym z najbardziej poczytnych gatunków literackich. Nie ukrywam, że liznęłam co nieco i z każdą kolejną książką szukałam mocniejszych wrażeń i bardziej zawiłej fabuły. Cela, pod tym kątem, spełniła moje czytelnicze wymagania i jestem pewna, że fani uznają tę książkę za mocny przykład tego, czego czytelnik powinien oczekiwać od autora.

Sammy to jedenastoletni chłopiec pozostawiony sam sobie w ogromnych domu pełnym tajemniczych zakątków i wzbudzających dreszcze zakamarków. Matka chłopca – śpiewaczka operowa, oraz ojciec – przerażający kompozytor muzyki filmowej, oddają się swojej pracy; opieka nad dziećmi ciąży na niani, która przeprowadziła się wraz z rodziną do serca Niemiec.

Szukający wrażeń Sammy pewnego dnia, idąc śladami zatraconego w muzyce ojca trafia do tajemniczych schronów, do których wejście umiejscowione jest w zamkniętej na kłódkę komórce.

Autor doskonale oddał atmosferę tego miejsca – opisy są na tyle trafne, że czasem czułam wilgoć starych, kamiennych ścian, ciężkie, duszne powietrze podziemi, a na dodatek strach, który oblepiał mnie jak kurz zapomnianych, lecz odkrywanych na nowo miejsc.

To właśnie tam młody bohater dokonuje makabrycznego odkrycia, które burzy jego beztroski, dziecięcy świat – w celi, do której można zajrzeć przez niewielki wizjer przetrzymywana jest dziewczynka, na oko nieco od niego starsza. Przerażony chłopiec układa w niewinnej głowie plan ratunku dla nieznajomej, lecz kiedy wraca tam następnego dnia dziewczynki nie ma, a cela wydaje się być pusta.

Sammy, który dusi wszystko w sobie z obawy przed brakiem zrozumienia i uznania za wariata popada w obłęd. Nie może uwierzyć, że chwilę wcześniej widział schodzącego do podziemi ojca, a myśl, że to on może być za to wszystko odpowiedzialny wzbudza w nim przerażenie i wstręt.

Dręczony przez koszmary jedenastolatek w końcu pęka i opowiada o całym zdarzeniu policji. Co z tego, skoro i tak nikt mu nie wierzy, a eksperci po przeszukaniu celi nie znajdują w niej śladów bytności żadnego człowieka? Sammiemu wali się świat. Komu to niewinne dziecko może zaufać? I najważniejsze: co jest prawdą, a co umysłową manipulacją? Droga do prawdy to przerażająca wędrówka przez gęsty, brutalny świat dźwigany na barkach jedenastoletniego chłopca.

KSIĄŻKA DLA LUDZI O MOCNYCH NERWACH!


Cela, na tle innych czytanych przeze mnie thrillerów, nie ma sobie równych. Umieściłabym ją na samym szczycie listy, zaraz pod Sebastianem Fitzkiem i pochłoniętą przeze mnie niedawno Terapią. Na skraju załamania w porównaniu z powieścią Winnera to bajka na dobranoc.

Atmosfera zjada nas kawałek po kawałku. Zawiłości w fabule, jak i w relacjach między bohaterami niejednokrotnie stworzyły w mojej głowie mętlik i zburzyły to, co wydawało się być poukładane.

Winner prowadzi fabułę umiejętnie, dba o szczegóły i najdrobniejsze spójności. Sposób, w jaki wykreował swoich bohaterów jest autentyczny i wyobrażenie ich sobie nie było dla mnie problemem. Majstersztykiem jest postać ojca głównego bohatera, zamkniętego w świecie muzyki wirtuoza, którego niejednoznaczne zachowania i dziwne przyzwyczajenia wzbudzały we mnie strach, niejednokrotnie powodując nieprzyjemne dreszcze, jak tylko opisy skupiały się na jego pracy nad muzyką.

Thriller mocno angażuje nasz umysł i nadwyręża szare komórki.
Czytając, miałam wrażenie, że zostałam wciśnięta do pomieszczenia metr na metr, z którego ktoś wyssał tlen i na dodatek zgasił światło. Świat przedstawiony w powieści jest brutalny, zagmatwany, trochę szalony. Prowadzący nas na skraj obłędu. Czytelnik ma świadomość mistrzowskiej manipulacji autora, a wisienką na torcie jest zakończenie, które robi z mózgu bezkształtną papkę.

Jeśli masz ochotę na niesamowitą przygodę koniecznie sięgnij po Celę. Jeśli chcesz wejść na najwyższy poziom zaskoczenia, to książka dla Ciebie!

9/10

Pozdrawiam,

MercyTe

środa, 11 lipca 2018

BIDUL - Mariusz Maślanka. Nie tak szalone lata '80 oczami dziecka.


Fabuła:

Dziesięcioletni Borys wraz ze swoim rodzeństwem niespodziewania trafia do domu dziecka. Trudne realia lat '80 i początki '90 odbijają się na nim jak piętno. Kartka po kartce relacjonuje swoje życie, opisuje zatrważające historie o ludzkich wynaturzeniach i deficycie empatii. Poczucie oszołomienia miesza się z brakiem stabilizacji, a w tle nieśmiało czai się zmieniająca się Polska. To poruszająca historia o chłopcu, który na łamach książki dorasta w trudnych, czasem wstydliwych warunkach – po raz pierwszy nienawidzi, czuje strach i po raz pierwszy kocha.


Mój komentarz:

Bidul to trudna książka. Mocna i wyczerpująca. W znacznych momentach tej czytelniczej przygody chciałam zamknąć oczy i przestać znęcać się nad swoją psychiką. Z drugiej strony, uważam jednak, że świadomość tego, co dzieje się dookoła nas jest bardzo ważna, a o niektórych sprawach, szczególnie takich, gdzie cierpią ludzie, powinno się mówić głośno i dobitnie, a my, nie powinniśmy bać się o nich czytać.

Bidul to wstrząsająca opowieść chłopca oddanego do sierocińca. Dosłowny, czasem dramatyczny opis scen tego, co działo się za zamkniętymi drzwiami domu uderza w naszą wyobraźnię, jak huragan. Muszę Was przestrzec, że to nie są miłe, niewinne dziecięce wspomnienia. To okrutna opowieść o sposobie, w jaki traktowane były dzieci przez dorosłych opiekunów, jak i swoich rówieśników, gdzie gwałty i fizyczne molestowanie były na porządku dziennym

Liczne wulgaryzmy i dosadne słownictwo nadają książce realizmu (Borys taki po prostu był, od małego czerpał wzorce z trudnego środowiska i to akurat wcale mnie nie dziwiło), i mimo że czasem w złości zaciskałam wargi wiem, że jeśli książka zostałaby napisana bardziej delikatnym stylem (w formie dziecięcego a potem młodzieńczego pamiętnika, gdzie doskonale widać upływ czasu i rozwój samego bohatera), nie oddałaby w pełni tego dramatu.

Książka bardzo mnie poruszyła, może nawet mną wstrząsnęła. Długo po przeczytaniu nie mogłam zapomnieć o tym, w jakich warunkach żyły dzieci w bidulu, w jaki sposób były traktowane przez dorosłych, od których oczekiwały pomocy i powinny jej oczekiwać.

Jeśli nie masz mocnych nerwów i ciężko trawisz takie historie, to nie sięgaj po tę konkretną opowieść.

Mariusz Maślanka opisał historię, obok której naprawdę nie można przejść obojętnie.

8/10

Pozdrawiam,

MercyTe

poniedziałek, 9 lipca 2018

HISTORIA LISEY - Stephen King. Złamazia i krwawe bafy.


Fabuła:

Żona nagradzanego pisarza Scotta Landona, lalunia Lisey Landon, po 25 latach przepełnionego szaleńczą miłością małżeństwa zostaje wdową. Dwa lata po śmierci męża bohaterka jest zmuszona stawić czoło demonom Scotta, które uczyniły go wybitnym pisarzem i nietuzinkowym artystom. Krwawe wspomnienia wciągają Lisey w odmęty mrocznej tajemnicy, gdzie złamazia wysysa resztki człowieczeństwa, a siła umysłu doprowadza do enigmatycznego miejsca o nazwie Boo'ya Moon. Z pozoru błahe zadanie uporządkowania pracowni po zmarłym mężu zamienia się w podróż pełną krwawych niespodzianek i lepkich, wstrząsających myśli. To najbardziej osobista i szczera książka autorstwa Stephena Kinga.

Mój komentarz:

Jeśli nie masz czasu, nie czytaj tej książki!

Jeśli nie widzisz szans na pełne skupienie, nie czytaj tej książki!

Historia Lisey autorstwa Stephena Kinga to jedna z najbardziej osobistych powieści samego mistrza gatunku – na tyle skomplikowana, zawiła i, nie ukrywając, trudna, że potrzebowałam czystej głowy i pełnego skupienia, aby przez nią przebrnąć.

Książka została napisana stylem, którego wcześniej nie dane było poznać czytelnikowi, a fani Kinga, znający jego twórczość, mogli poczuć się zaskoczeni.

Powieść jest przepełniona kolokwializmami (i zapewne to odstrasza potencjalnych czytelników), zwrotami czasem trudnymi do zrozumienia i nie mającymi żadnego sensu, przez co może być ciężka w odbiorze. Pocieszę jednak – z każdą stroną jest coraz łatwiej, zważając, że sam autor bardzo sprytnie przemyca wyjaśnienia kingowskich zwrotów, dzięki czemu możemy w pełni przeżyć tę mroczną i krwawą przygodę.

SMERDOLONY KRWAWY BAF!


Związek laluni Lisey i Scotta nie jest typowym love story. Autor ukazuje realia życia w małżeństwie. Nieżyjący bohater w bardzo licznych, i jak się okazuje bardzo potrzebnych retrospekcjach wprowadza żonę w trochę bajkowy, trochę niezrozumiały dla ludzkiego umysłu świat, który przez całe jego życie pomagał mu tworzyć niesamowite książki. Samo małżeństwo dwojga ludzi jest opisane bardzo wyraziście, to skomplikowana sinusoida wzlotów i upadków, które na samym końcu tworzą między małżonkami szczególną, niepodrabialną nić porozumienia. Taką, którą można stworzyć będą tylko i wyłącznie w wieloletniej relacji. To rodzaj kodu, oryginalnego szyfru, który opisany jest w sposób dosadny, czasem zabawny, ale i chwytający za serce.

Historia Lisey tak naprawdę jest spowiedzią potencjalnego wariata. Nieznajomość twórczości autora zdecydowanie przemawia na niekorzyść potencjalnego czytelnika. Nie jest to dobra książka na rozpoczęcie przygody z Kingiem – podejrzewam, że pierwsze kilkadziesiąt stron może brzmieć jak kompletny bełkot. Natomiast, jeśli uda Ci się wejść w kingowski rytm, zapragniesz więcej, zdecydowanie więcej.

Sam autor jest szczególarzem. Kreowanie bohaterów, nadawanie im odrębności, King ma w małym palcu i tutaj również się nie zawiodłam. To samo dzieje się w przypadku akcji, która jest podkręcana powoli i doprowadzana w sposób bardzo charyzmatyczny i nieprzewidywalny na szczyt drabiny ludzkich emocji, gdzie czytelnik niespodziewanie zaczyna się bać. Treść uderza w nas stopniowo, emocje od samego początku są dawkowane, aby potem trzasnąć w naszą wyobraźnię z całym smerdolonym impetem.

Jako fanka twórczości autora jestem bardzo zadowolona z tej czytelniczej przygody. Ta historia to powiew świeżego powietrza i fantastyczna odskocznia od znanego nam Kinga.

Nie polecam, jeśli dopiero zaczynasz przygodę z Mistrzem.

Polecam, jeśli liznąłeś już co nieco i nie boisz się wejść w bajkowy, mroczny i, nie ukrywając, trochę halucynogenny świat, który King serwuje nam na srebrnej tacy. Jeśli już dasz się porwać tej nierealnej historii skonsumujesz ją jak najpyszniejszy kawałek tortu. Oczywiście jeśli lubisz smerdolone słodycze.

8/10

Pozdrawiam,

MercyTe

sobota, 7 lipca 2018

TESTY - Joelle Charbonneau. Postapokaliptyczna wizja świata.

Fabuła:

Osiemnaście Kolonii stworzonych po nuklearnej apokalipsie Seven Stage War to rzeczywistość, w której młodzi ludzie przechodzą testy, aby trafić na elitarny uniwersytet. Kształci on naukowo-polityczną elitę społeczeństwa. Stawką w zmaganiach jest życie lub śmierć.

 

Źródło opisu: Wydawnictwo YA! 2014

 

Mój komentarz:

Wojna Siedmiu Faz zamieniła większość Ziemi w jałowe zgliszcza. Kolonia Pięciu Jezior jest jedną z osiemnastu kolonii, które po nuklearnej apokalipsie próbują zrewitalizować jak największe obszary ziemskie oraz odtworzyć dobra naturalne, tym samym niwelując głód i wszechobecną biedę.

Szesnastoletnia Melancia Vale właśnie kończy szkołę i staje przed trudnym pytaniem: co dalej? Kolonia nie oferuje zbyt wielu opcji. Oprócz prac na rzecz miasta garstka uczniów wykazujących ponadprzeciętne zdolności może zostać wytypowana do wstępnych testów na elitarny i jedyny uniwersytet znany mieszkańcom. Jednak z niewiadomych względów , żaden z uczniów z Pięciu Jezior nie dostąpił tego zaszczytu przez ostatnie dziesięć lat.

Aż do teraz...

Dziwny splot zdarzeń stawia Cię przed obliczem samej burmistrz i delegata bazy testowej. Ma dwanaście godzin na pożegnanie się z rodziną i zabranie najpotrzebniejszych rzeczy. Duma, jaką odczuwa bohaterka gaśnie, gdy jej ojciec, absolwent Uniwersytetu, przestrzega ją, aby nikomu nie ufała.

I słusznie.

To, co czeka na bohaterkę to nie nudne testy pisane w ławkach w określonym limicie czasowym. To próba ognia. Walka o przetrwanie, gdzie na każdym kroku trzeba wytężać umysł, aby nie zginąć. To coś, o czym nie śniło się żadnemu z oddelegowanych do testów uczniów.


Dobre, czy nie dobre?


Dawno, dawno temu MercyTe zakochała się w powieściach postapokaliptycznych i kompletnie przepadła. Po Niezgodnej i Igrzyskach Śmierci szukałam czegoś, co chociaż po części ugasiłoby moje pragnienie na podobne powieści.

I znalazłam Testy Joelle Charbonneau.

Nie jest to do końca to, czego oczekiwałam, ale było blisko. Testy to połączenie świata Tris Prior i Katniss Everdeen. Mamy pewien rodzaj selekcji i mamy walkę na śmierć i życie. Mamy zmutowane stwory i bohaterów, którzy muszą dokonywać wyborów, od których ma zależeć ich życie. Mamy całkiem nieźle zbudowany świat pełen barw, ale i jałowej szarości, który zapraszająco wyciąga do nas ręce i wciąga w apokaliptyczną przepaść. Mamy mrożące krew w żyłach sceny i zaskakujące zwroty akcji. Testy, którym poddawani są bohaterowie są nieźle przemyślane i czasem szczęka opadła mi do samej podłogi. 

Ale...

Czuję niedosyt. Nie wiem, gdzie on jest dokładnie usytuowany, ale mam wrażenie, że można było lepiej, bardziej dokładnie, bohaterka mogła być lepiej dopracowana, a cała fabuła pociągnięta w oryginalniejszy sposób. Wiem też, że podobne powieści rządzą się swoimi prawami, mają pewien schemat, który przyciąga czytelnika, ale tutaj niestety czegoś zabrakło.

Nie wiem, czy to zbyt duże podobieństwo do książek Roth i chęć powielenia historii, która przyciągnęła rzeszę fanów, ale tym razem chyba się nie udało.

Nie było źle, lecz wybitnie również nie było.

Mimo wszystko sięgnę po kolejny tom Testów, aby się przekonać, czy aby przypadkiem nie będzie lepiej?

5/10 ze słonecznym uśmiechem :)

Pozdrawiam,

MercyTe

niedziela, 27 maja 2018

TERAPIA - Sebastian Fitzek. Schizofreniczny głód.



 
Fabuła:

Córka Viktora Larenz'a cierpi na tajemniczą chorobę. Pewnego dnia znika bez śladu. Cztery lata poszukiwań nie przynoszą żadnych efektów. Viktor postanawia złapać oddech i wyjeżdża na małą wysepkę o nazwie Parkum, gdzie posiada dom. W momencie, kiedy zostaje odcięty od świata przez panujący sztorm poznaje Annę – chorą na schizofrenię młodą kobietę, która przyjechała specjalnie za nim, aby uzyskać pomoc. Dziwnym trafem historia przedstawiona przez Annę łączy się z zaginięciem jego córki. Viktor, wiedziony przeczuciem i chęcią rozwiązania zagadki sprzed czterech lat rozpoczyna terapię kobiety, bo usilnie, choć trochę naiwnie wierzy, że ściśle łączy się z Josy. Czy taki zbieg okoliczności jest możliwy, czy może doktor Larenz padł ofiarą skrojonego na miarę podstępu? Terapia to thriller psychologiczny najwyższych lotów, prowadzący na skraj emocjonalnego upadku. Każdy koneser gatunku musi koniecznie poznać tę książkę.

Mój komentarz:

„Nadzieja jest jak kawałek szkła. Jak długo w niej tkwi, sprawia ból na każdym kroku.”

Uwaga! Uwaga!

Mercy Te przepadła bez reszty na dwa zdecydowanie za krótkie wieczory. Przeżyłam niesamowity, emocjonalny roller coster. Czas poświęcony na Terapię, to najlepiej spożytkowane kilka godzin mojego życia w ostatnim czasie, a kunszt pisarski i emocje, jakie wywołał we mnie Fitzek trudno będzie przebić czymkolwiek.

To moje pierwsze spotkanie z tym autorem, ale na pewno nie ostatnie. Jeśli uda mi się przebrnąć przez ułożoną listę czytelniczą, którą stworzyłam i tworzę dalej, jego dzieła zajmą zaszczytne miejsce.

Córka głównego bohatera – psychiatry Viktora Larenza cierpi na tajemniczą chorobę wywołującą krwotoki i nawracające drgawki. Pewnego dnia Josy znika. Czteroletnie poszukiwania nie przynoszą żadnych efektów, a kompletnie załamany bohater postanawia wyjechać na niewielką wyspę Parkum, aby złapać dystans i oddech. Nie spodziewa się, że to właśnie tam on, jak i Czytelnicy, uzyskamy wszelkie odpowiedzi, a sprawa zaginięcia wreszcie ruszy do przodu.

Pewnego dnia w domu bohatera pojawia się tajemnicza Anna Spiegel – kobieta cierpiąca na rzadką odmianę schizofrenii, która twierdzi, że bohaterowie pisanych przez nią powieści stają się dla niej rzeczywiści. Dziwnym trafem, ostatnia pisana przez nią książka do złudzenia przypomina historię Josy. Viktor, nie bacząc na niebezpieczeństwo, ignoruje wewnętrzny niepokój, który budzi w nim ta kobieta oraz postępującą u niego samego chorobę, podejmuje się terapii. Czy wizje tajemniczej Anny doprowadzą do rozwiązania zagadki, czy może zaprowadzą mężczyznę do mrocznego miejsca, z którego nie można uciec? Koniecznie musicie przekonać się o tym sami.

Terapia w mistrzowski sposób opanowuje wyobraźnię czytelnika. Sprawia, że chce się więcej i więcej. Nie sposób przewidzieć kolejnych kroków autora, ani dotrzeć do sedna, dzięki czemu przerzucamy kolejne strony z zapartym tchem. Nic nie jest oczywiste, ani zachowanie Viktora, ani Anny, która uwielbia zaskakiwać czytelnika i robi rzeczy, których w ogóle byśmy się nie spodziewali. Akcja jest niesamowicie szybka, często wbija w fotel. Ponadto autor oferuje nam podróż do ludzkiego umysłu, co jest ubogacającą lekcją i niesamowitą przygodą.

Niebywale klimatyczna sceneria niewielkiej, odciętej od świata wyspy potęguje strach i niepewność. Fabuła jest niemożliwa do wyjaśnienia, więc na zakończenie czekamy w oszałamiającym napięciu – gdy dobrnęłam do ostatnich stron, nie mogłam uwierzyć w potęgę wyobraźni Fitzka.

Terapia to wisienka na torcie dla koneserów gatunku. Ludzie którzy uwielbiają zagadki, wieloelementową fabułę, ogrom szczegółów, które trzeba powiązać, masę emocji oraz mglisty, ciężki klimat powinni sięgnąć po tę książkę bez wyrzutów sumienia.

Ważnym punktem podobnych pozycji jest sposób przekazywania treści. Tutaj nie musimy się martwić, że zaleje nas masa regułek żywcem wyjętych z podręcznika do psychiatrii. Autor skupia się tylko na potrzebnych faktach, rozwija te, którą pozwolą zbudować sobie odpowiedni obraz, skupia się na zawiłościach i licznych zakrętach. Na tym, aby zmusić nas do maksymalnego skupienia.

Czuję, że poprzeczka podniosła się bardzo wysoko.

Z ogromną radością dodaję tę pozycję do listy „przeczytanych”.

10/10

Pozdrawiam,

Mercy Te